Często spoglądamy na Dolinę Krzemową jak na technologiczny Olimp, miejsce, gdzie rodzą się bogowie innowacji. Myślimy o biurowcach, rundach finansowania i produktach. Byłem pod wrażeniem, gdy odkryłem, że jedna z najciekawszych historii o przyszłości AI rozegrała się nie w Kalifornii, ale w Kluczborku. W mieście, które ma nie tylko piękną historię, ale i niezwykły talent do rodzenia innowatorów.
Pojechaliśmy tam z Sebastianem Kondrackim na spotkanie z Wojciechem Zarembą, współtwórcą OpenAI. To, co miało być kurtuazyjną wizytą w rodzinnym mieście tych obu Panów, zamieniło się w lekcję o odwadze, tożsamości i sensie tworzenia.
Arena jest wasza
Zadałem Wojciechowi Zarembie jedno pytanie: „Co powiedziałbyś ekipie tworzącej Bielika?”. Jego odpowiedź idealnie oddaje ducha tego, co dzieje się dziś w technologii. Porównał twórców do gladiatorów na arenie Koloseum, a krytyków do publiczności. Zaskoczyła mnie siła i prostota tego przekazu.
„Mogę powiedzieć, że ci ludzie na widowni mało co mnie interesują. Mnie bardziej interesują inni gladiatorzy. I wy teraz jesteście gladiatorami. Wy teraz robicie, budujecie. […] Jak was krytykują ludzie, którzy nie robią, to nie ma co ich słuchać. Jak krytykują was ci, którzy też robią i budują, warto posłuchać, co im nie odpowiada.”
Te słowa to nie tylko wsparcie dla jednego projektu. To manifest dla każdego, kto ma odwagę wejść na arenę i tworzyć, zamiast jedynie komentować. To właśnie ta „gladiatorska” energia napędza Sebastiana Kondrackiego i jego zespół.





Zdjęcia: Damian Stęporowski
Metro czy furgonetka? O co walczy polska sztuczna inteligencja
W rozmowie z Sebastianem uderzyło mnie, jak trafnie potrafi on wyjaśnić złożone koncepcje. Globalne modele, takie jak ChatGPT, porównał do „ekskluzywnego metra” – potężnego, zdolnego przewozić miliony, ale wymagającego gigantycznej infrastruktury. Czym w takim razie jest Bielik?
„My w AI potrzebujemy też furgonetek, koparek, wózków widłowych, czyli czegoś bardzo specjalizowanego, czegoś mniejszego.”
Bielik to właśnie taka wyspecjalizowana maszyna. Model, który można uruchomić na własnym serwerze, gwarantując bezpieczeństwo wrażliwych danych – pacjenta, klienta banku, tajemnicy adwokackiej. Ale jego rola jest znacznie głębsza. Chodzi o obronę naszej cyfrowej tożsamości. Byłem autentycznie rozbawiony, a jednocześnie zaniepokojony, gdy Sebastian opowiedział o prostym teście.
„Jeśli wrzucimy zdjęcie klusek śląskich do Chata GPT, on nie powie, że to są kluski śląskie. Powie, że to są czeskie knedliki, albo nawet, co gorsza, powie, że to są makaroniki francuskie.”
To anegdota, ale kryje się za nią fundamentalne pytanie: czy chcemy, by algorytmy z Kalifornii opisywały nam nasz własny świat? Bielik i projekty takie jak Obywatel Bielik walczą o to, by w cyfrowym świecie kluski śląskie pozostały kluskami śląskimi.
Duch innowacji, który nie wziął się znikąd
Podczas rozmowy siedzieliśmy w Muzeum Pszczelarstwa im. księdza Jana Dzierżona. To nie był przypadek. Dzierżon, XIX-wieczny innowator z tych ziem, zrewolucjonizował światową wiedzę o pszczołach. Burmistrz Kluczborka, Jarosław Kielar, z pasją opowiadał o dziedzictwie miasta – inżynierskim duchu fabryki FAMAK i lwowskiej szkole matematycznej, która kształtowała umysły pokoleń.
Okazało się, że historia Kluczborka rymuje się z teraźniejszością. Sukces Wojtka Zaremby wywołał, jak to ujął Sebastian, „małą Małyszomanię AI”, która motywuje innych do działania. To opowieść o tym, jak lokalny genius loci – duch miejsca – może stać się iskrą dla globalnych zmian. A także o tym, jak globalny sukces może wrócić i wzmocnić lokalną społeczność.
Rozmowa z burmistrzem Kielarem i Sebastianem Kondrackim to znacznie więcej niż dyskusja o technologii. To fascynująca podróż do serca miejsca, które udowadnia, że innowacja nie ma adresu. Może narodzić się wszędzie tam, gdzie są ludzie z pasją i odwagą, by wejść na arenę.
Dlaczego warto wysłuchać tego odcinka w całości?
- Usłyszysz na własne uszy historyczną dedykację Wojciecha Zaremby dla polskich twórców AI i poznasz całą metaforę „gladiatorów”, która może zmienić Twoje podejście do pracy i krytyki.
- Zrozumiesz, dlaczego Polska potrzebuje własnych modeli AI, nie tylko dla ochrony danych, ale dla zachowania naszej tożsamości kulturowej w cyfrowym świecie (i dlaczego to ważne, by AI nie myliła naszych potraw z francuskimi deserami).
- Poznasz inspirującą historię Kluczborka – miasta, które pokazuje, jak pielęgnowanie lokalnego dziedzictwa i wspieranie talentów może prowadzić do globalnego sukcesu i napędzać technologiczną „Małyszomanię”.
Pytania do dyskusji:
- Czy „supermoc” dla urzędnika to tylko eleganckie określenie na przyszłe zwolnienia? Gdzie leży granica między augmentacją a zastąpieniem człowieka przez AI?
- Czy inwestowanie w narodowe modele AI, takie jak Bielik, to patriotyzm technologiczny, czy raczej kosztowne dublowanie pracy globalnych gigantów?
- Skoro uczniowie i tak będą używać AI do pisania wypracowań, czy tradycyjna edukacja oparta na „wiedzy do zapamiętania” ma jeszcze jakikolwiek sens?
—
Masz chwilę? Jeśli podoba Ci się 99 Twarzy AI, zostaw ocenę i recenzję – dzięki temu możemy docierać do jeszcze większej liczby słuchaczy!
Dobrego dnia i niech #AI będzie z Wami wszystkimi!
Transkrypcja rozmowy
Disclaimer. Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku – mała uwaga dotycząca transkrypcji rozmowy. Jak się pewnie domyślasz – transkrypcja została przygotowana z wykorzystaniem magii LLM. Proszę o wyrozumiałość, gdyby pojawiły się w niej niewielkie błędy, literówki, etc. Żeby mieć pewność co do wszystkich wypowiedzi – polecam posłuchać, zamiast czytać. Ukłony.
Karol
A dzisiaj spotkaliśmy się w Kluczborku przy wyjątkowej okazji – spotkania Wojtka Zaremby, jednego ze współtwórców sukcesu Chata GPT, z mieszkańcami Kluczborka. Jak się okazało, było to spotkanie niezwykle głębokie, sentymentalne, pozbawione jakiejkolwiek natury sprzedażowej. Rozmawiam dzisiaj z panem burmistrzem Jarosławem Kielarem, a także z Sebastianem Kondrackim, kluczborczaninem. I moje pierwsze pytanie jest takie: jakim miastem jest Kluczbork?
Jarosław Kielar
Na pewno różnorodnym. Dzisiejsze spotkanie i rozmowa odbyły się w hali sportowej, ponieważ kino, w którym chcieliśmy je zorganizować, wypełniło się w krótkim czasie. Dotyczyło sztucznej inteligencji. Był tu Wojtek Zaremba, ale również Sebastian Kondracki – on także jest człowiekiem z Kluczborka, który zajmuje się sztuczną inteligencją. Jest nawet trochę starszy od Wojtka, natomiast działa, robi. Na krótkim spotkaniu w hali poznałem też ludzi pochodzących z Kluczborka, którzy współpracują z panem Sebastianem. Mnie to bardzo cieszy, bo przez 16 lat byłem nauczycielem i dyrektorem liceum w Kluczborku, a pan Sebastian pochodzi z technikum. Wszyscy, których poznałem – kilkoro osób, ludzi w sile wieku, po czterdziestce, koło pięćdziesiątki – zajmują się właśnie Bielikiem. Bardzo się cieszę, że tego typu projekty ewoluują na szerszą grupę ludzi i że to dzieje się w Kluczborku.
Karol
A jak reagują ludzie, mieszkańcy miasta, na tę całą historię?
Jarosław Kielar
Myślę, że rozpiera ich duma, bo każdy chciałby, żeby w Kluczborku, czy w każdym innym miejscu, powstawała Dolina Krzemowa. Jest to niemożliwe. Wiadomo, że wszystkie miasta czy gminy rozwijają się w różny sposób, a tutaj nagle, w krótkim czasie, mówi się o Wojtku Zarembie. A również w wielu programach, u wielu osób, które dużo znaczą w Polsce, pada słowo Bielik. Może nie zawsze pada nazwa Kluczbork, ale ci, co wiedzą, wiedzą, że są to jego mieszkańcy, a szef projektu pochodzi właśnie z Kluczborka. I z tego jako burmistrz bardzo się cieszę.
Karol
Mark Twain powiedział kiedyś, że historia nie lubi się powtarzać, ale często się rymuje. Siedzimy dzisiaj na wygodnych fotelach w Muzeum księdza Jana Dzierżona, który był ojcem pszczelarstwa. Wtedy to był taki, można powiedzieć, gen innowacji, który zmienił świat.
Jarosław Kielar
Mówił o partenogenezie. Dzisiaj, wychodząc na ulicę, myślę i biję się o zakład, że większość ludzi nie wie, co to jest partenogeneza. On stworzył również odpowiednie ramki, dzięki którym pszczoły odpowiednio się rozwijały, dawały miód i tak dalej. Można powiedzieć, że pszczoły to symbol życia, ruchu, pracy i przenoszenia. I co byśmy nie powiedzieli, owady to stworzenia, które mają swój, w cudzysłowie, mózg – a może raczej układ nerwowy, bo za bardzo rozbudowałem ich opis. To, co u człowieka jest myśleniem, tam jest pewnym działaniem. U pszczół tak jest. I tym królem, który przez wiele lat był nieuznawany, był Jan Dzierżon. Dzisiaj szczyci się nim nie tylko Kluczbork, ale i Polska. A panowie, czy pan Sebastian… jestem przekonany, że niedługo wszyscy o nim usłyszą i o ludziach, którzy z nim współpracują.
Karol
Ale zanim o przyszłości, chciałbym zapytać ciebie, Sebastianie, o przeszłość. Jak wspominasz Kluczbork i czego się w nim nauczyłeś?
Sebastian
Po pierwsze, wspominam Kluczbork jako miejsce zróżnicowane i trochę multikulturowe, bo historycznie przez pewien czas należał do Niemiec. Było też bardzo dużo osób napływowych. Ja na przykład jestem z tego rocznika, że nawet w szkole czułem tę lwowską szkołę matematyczną i to był pierwszy element. Drugim elementem, z którym kojarzę Kluczbork, to jest to, że zawsze było to miasto inżynierskie. Był tu FAMAK – może w Polsce ta marka jest już nieznana – ale był to potentat, jeśli chodzi o duże maszyny górnicze. W Kluczborku zawsze czuć było tę inżynierską, konstrukcyjną atmosferę i innowacje. Wyrastałem w takim świecie, gdzie była multikulturowość, gdzie nauczyciele pochodzili ze wschodu, z tej dobrej lwowskiej szkoły matematycznej, a do tego dochodził duch inżynierski. Wydaje mi się, że wiele osób… bo to też ważne, że teraz, między innymi dzięki sytuacji z OpenAI i Wojtkiem, mówi się o Kluczborku w kontekście technologicznym, to nagle pojawia się bardzo dużo osób z Kluczborka, które w Polsce mają wysoką pozycję technologiczną. Wydaje mi się, że ta kulturowość plus duch inżynierski spowodowały, że tak dużo osób z Kluczborka pracuje teraz w obszarze sztucznej inteligencji, technologii i innowacji. A Wojtek to jest osoba naprawdę wybitna. Zresztą dzisiaj na spotkaniu widać było, że to jest geniusz, który zdarza się raz na jakiś czas, a on jeszcze miał tę dobrą ścieżkę dzięki rodzicom, gdzie rzeczywiście wykorzystał swój geniusz. Myślę, że to wywołało taką małą Małyszomanię, która wiele osób w Kluczborku, w tym i mnie, zmotywowała. Kiedy zobaczyłem prace nie tylko OpenAI, ale i Google’a i innych, stwierdziliśmy, że też można coś zdziałać lokalnie w tej sztucznej inteligencji. Więc Kluczbork miał na to duży wpływ.
Karol
Cieszę się, że użyłeś słowa „lokalnie”. Porównajmy perspektywy: Wojtek Zaremba, który wyrósł lokalnie, teraz działa globalnie, tworząc firmę o światowym zasięgu. A ty, Sebastianie, wybrałeś drogę może nie lokalną, ale regionalną i tworzysz rozwiązanie dedykowane Polsce, a za chwilę krajom ościennym.
Sebastian
Tak, bo ja zawsze daję taką analogię motoryzacyjną, jeśli chodzi o sztuczną inteligencję. Wojtek i OpenAI tworzą, bym powiedział, takie bardzo innowacyjne, ekskluzywne metro, gdzie można przewozić miliony pasażerów, ale wymaga to ogromnej infrastruktury i dlatego może to być właśnie w Stanach Zjednoczonych. Natomiast my w AI potrzebujemy też furgonetek, koparek, wózków widłowych, czyli czegoś bardzo specjalizowanego, czegoś mniejszego.
Karol
Mówimy o wyspecjalizowanych małych modelach językowych.
Sebastian
Dokładnie, i takim jest właśnie Bielik. Bielik różni się tym od Chata GPT, oprócz budżetu i sposobu działania, że uruchamiamy go na własnej infrastrukturze. To powoduje, że tam, gdzie są bardzo wrażliwe dane – pacjenta, bankowe, tajemnica adwokacka – możemy tego Bielika użyć na swojej infrastrukturze i nigdzie te dane nie wychodzą. To jest podejście, w którym jesteśmy bardziej wyspecjalizowaną maszyną, która może pracować w biznesie, ale też w sektorze publicznym. A druga rzecz, w której Bielik jest mocny, oprócz tego, że można go uruchomić na własnej infrastrukturze, to specjalizacja w języku polskim. Bo rzeczywiście Chat GPT jest fantastyczny w generowaniu różnych tekstów, ale jak spojrzymy bardzo dokładnie, to zauważymy, że jest tam trochę kalek amerykańskich. To jest Amerykanin, który perfekcyjnie mówi po polsku, ale mimo że nawet Wojtek i wielu Polaków go rozwija, to jednak nie urodził się w Polsce i nie zna całego kontekstu kulturowego.
Karol
No właśnie, siedzimy teraz na wygodnych fotelach w Muzeum Pszczelarstwa. Dla mnie muzeum jest dowodem i zapisem historii kultury. Czy w takim razie lokalne modele językowe odgrywają taką rolę w cyfrowym świecie?
Sebastian
Tak. I od razu powiem o bardzo prostym teście. Nie tylko na Górnym Śląsku kluski śląskie są popularne, ale w Kluczborku też. Nie będę tu robił kryptoreklamy pewnym restauracjom, ale są takie, które naprawdę warto odwiedzić w Kluczborku i zjeść właśnie kluski śląskie. I teraz, jak zrobimy zdjęcie klusek śląskich – bo Chat GPT, jak i inne modele sztucznej inteligencji, są tak zwane multimodalne, czyli mogą nie tylko analizować i generować tekst, ale też obrazy czy dźwięk – jeśli wrzucimy zdjęcie klusek śląskich do Chata GPT, on nie powie, że to są kluski śląskie. Powie, że to są czeskie knedliki, albo nawet, co gorsza, powie, że to są makaroniki francuskie, czyli bardziej deser niż potrawa. I to pokazuje, że te lokalne modele, z pełnym dziedzictwem kulturowym i kontekstem, są bardzo ważne. A dlaczego? Na przykład teraz w Unii Europejskiej wchodzi akt o dostępności cyfrowej, który powoduje, że wszystkie sklepy w internecie powinny opisywać obrazy dla czytników, dla osób z niepełnosprawnościami, które nie widzą. Wyobraźmy sobie sklep albo restaurację, która podaje piękne zdjęcia klusek śląskich i nagle czytnik mówi, że to makaroniki albo czeskie knedliki. Za to też będą kary, więc to powoduje, że sztuczna inteligencja musi być jak infrastruktura transportowa, jak motoryzacja. Musi być i transport publiczny, ale muszą być też lokalni, regionalni specjaliści. A wracając do wątku muzeum: pierwsze, co zrobiłem, to zrobiłem kilka zdjęć eksponatów. Fajnie by było wrzucić je do jakiegoś asystenta i żeby on wszystko wyjaśnił: co to za eksponat, kim był Dzierżon i tak dalej. To jest ważny element.
Karol
Panie burmistrzu, a ma Pan swoje ulubione miejsce albo ulubiony eksponat tutaj w muzeum?
Jarosław Kielar
Jesteśmy na drugim piętrze, tutaj są między innymi rzeźby, które są bardzo charakterystyczne. Ale podoba mi się w ogóle miejsce, w którym żył Dzierżon. Z dawnych lat. Myślę, że dla młodego pokolenia wiele rzeczy jest wręcz niemożliwych do zrozumienia, jak mógł tak wielki człowiek żyć.
Karol
Ja mam taką prośbę. Czy mógłby Pan swoimi słowami, tak jak Pan czuje – nie słowami urzędnika, samorządowca, ale człowieka, który żyje, wychował się i pochodzi z Kluczborka – opisać jeden z eksponatów, który tutaj widzimy?
Jarosław Kielar
Widzimy miodarkę, czyli urządzenie, do którego pszczelarz wkładał plaster pszczeli i poprzez odpowiednie kręcenie wyciskał miód do garnka bęclowego, bo tak się o tym mówi. I ten miód następnie można spokojnie spożywać w różnej postaci.
Karol
Czy dobrze mi się wydaje, Sebastianie, że interakcja, którą mieliśmy z panem burmistrzem, jest dowodem na to, że potrzebny jest taki projekt jak Obywatel Bielik, którym przez chwilę stał się pan burmistrz?
Sebastian
Tak, to muszę teraz wyjaśnić Panu Burmistrzowi, co to jest projekt Obywatel Bielik. To nowa rzecz. Stworzyliśmy model Bielik, ale chcemy iść dalej, żeby ten model potrafił też analizować zdjęcia, a w przyszłości być może także głos. Do tego potrzebujemy bardzo dużego zestawu danych do trenowania. Stworzyliśmy aplikację Obywatel Bielik, w której będzie można robić zdjęcia, na przykład na spacerze po Kluczborku. Przepraszam, a jakie jest Twoje ulubione miejsce w Kluczborku? Miejsc jest kilka. Przede wszystkim fantastyczny rynek. Bardzo lubię też Park Kluczborski. Czyli wychodzimy na rynek kluczborski?
Karol
Bardzo blisko, bardzo…
Sebastian
Blisko, ale ja muszę dokończyć o Obywatelu Bieliku. To będzie aplikacja, w której każdy obywatel – a bardzo liczymy na społeczności lokalne, na przykład na emerytów i seniorów, którzy mają dużo czasu i dużą wiedzę o lokalnych sprawach – idąc na spacer po Kluczborku, będzie robił zdjęcia i je opisywał. Dokładnie to, co zrobił Karol. Oczywiście próbek głosów nie bierzemy ze względów prawnych, ale gdyby Pan Burmistrz miał tu jeszcze aparat i zrobił zdjęcie, to właśnie takich opisów potrzebujemy. Co ważne, nie potrzebujemy zdjęć artystycznych, nie potrzebujemy zdjęć z ludźmi. Potrzebujemy zdjęć zabytków, pomników przyrody, takich ciekawych rzeczy jak tutaj, a przede wszystkim tradycyjnej kuchni, kultury, obrzędów – czegoś, co zaczyna być coraz słabiej rozpoznawalne. Mamy kulturę ekranu, a nie kulturę ducha. Więc jak ktokolwiek z Kluczborka będzie na świetnym obiedzie u mamy, teściowej czy taty, to może zrobić nam zdjęcia i opisać te kluski śląskie albo inne regionalne, tradycyjne potrawy.
Karol
Panie burmistrzu, zanim rozpoczęło się spotkanie z Wojtkiem Zarembą, widzieliśmy – chyba nie przesadzę, jeśli powiem – wzruszającą historię o tym, gdzie i z kim Wojtek się uczył. Jak tworzy się taką społeczność? Wydaje mi się, że to nie jest przypadek, że ma Pan szansę współpracować tu z tak genialnymi osobami, które potrafią zobaczyć iskrę w człowieku, a potem, tak jak w przypadku pani profesor z matematyki, puścić kogoś, kto jest wyraźnie lepszy od nauczyciela, i pozwolić mu lecieć wolno i swobodnie.
Jarosław Kielar
Tak, pokazano historię Wojtka od podszewki. Myślę, że podobnie jest w przypadku pana Sebastiana. Zawsze musi być interakcja. Mówię to też jako nauczyciel, bo przez wiele lat nauczałem biologii. Jeżeli jest interakcja, a na początku pomoc rodziców – bo gen też jest bardzo ważny i może powodować różne rzeczy w rozwoju – jeżeli jest praca, chęć i umiejętność rozwoju… Można być świetnym matematykiem, a mniej świetnym polonistą czy historykiem. To musi być zrozumiałe, bo świat geniuszy od wszystkiego już, myślę, zanika. Uważam, że uczeń z samymi szóstkami, ale bez osiągnięć olimpijskich – przy całym szacunku, pewnie powiem coś, co nie spodoba się wielu rodzicom – wie dużo, ale nie wie bardzo dużo, bo nie ma rozwiniętych ścisłych zainteresowań. I mówię to z całą odpowiedzialnością, bo może takich osób, które potrafią to wszystko brać do głowy i rozwijać się różnorodnie, jest w Polsce kilka. I tu w tym filmie pokazano właśnie, że ta iskierka zapłonęła w kierunku informatyczno-chemiczno-matematycznym. Pewnie gdzieś tam jeszcze zdarzyła się fizyka. Mogę powiedzieć, że również biologia, bo kiedy Wojtek był w czwartej klasie podstawówki – a uczył się z moją córką w klasie – przyniosła mi kartkę niezdarnie zapisaną z pytaniami z genetyki z poziomu czwartej klasy ogólniaka.
Karol
To były pytania Wojtka?
Jarosław Kielar
Wojtka. Potem spotkaliśmy się u mnie w domu, on może nawet tego nie pamięta, i starałem mu się to wyjaśnić, bo on już się tym interesował. Poziom tych pytań przewyższał wiedzę uczniów czwartej klasy profilu biologiczno-chemicznego. Może ci, co szli na medycynę, bez problemu by te zadania zrobili. I to właśnie o to chodzi. Oczywiście do tego potrzebny jest język, odpowiednie wychowanie. Wiele rzeczy powoduje, że dziecko się rozwija. Niech ma wolność, ale umiejętnie sterowaną przez rodziców i nauczycieli.
Karol
A czy ma Pan jeszcze jakieś wspomnienia związane z Wojtkiem Zarembą – z jego historią, z tym, jak dorastał, ale też może z ostatnich lat?
Jarosław Kielar
Z ostatnich lat mogę powiedzieć, bo w latach szkolnych, kiedy oni uczyli się w ogólniaku, ja już byłem poza szkołą, więc trudno mi opowiadać o rzeczach, które działy się w życiu prywatnym. Ale trzy, może dwa i pół roku temu, mieliśmy wideokonferencję z jego domu, w której uczestniczyli nauczyciele, ja, pan starosta, uczniowie. I to była bardzo podobna, rozwijająca nasze myślenie rozmowa, bo on normalnie mówił o tym, co robi. Ja, jak i trochę starsze pokolenie, w tym wszystkim jesteśmy, nie ma co ukrywać, mocno z tyłu. I to, co dotyczy AI, jest przyszłością, ale myślę, że musi to być umiejętnie wprowadzane, bo ludzie w różnym wieku muszą się do wszystkiego dostosowywać. Młode pokolenie nie ma problemu, bo oni z tym żyją. Dla starszych jest to nowość. Wiemy już, że dzisiaj głosowo, wizualnie, poprzez pisanie załatwiamy przeróżne sprawy. Możemy promować każde miasto, każdą restaurację, o czym rozmawialiśmy. Możemy załatwić sprawy w urzędzie, nie wychodząc z domu, co jeszcze nie tak dawno było nie do pomyślenia. Ale to są jeszcze kroczki. Myślę, że jeżeli coś dzisiaj jest krokiem, to za 2-3 lata to już będą kroki milowe i zapomnimy o tym, co było 5-10 lat temu. To, co związane jest ze sztuczną inteligencją i sprzętem do niej, zmienia się w takim tempie, że właściwie to, co kupione zostało wczoraj, już za miesiąc jest… to jest kompresja czasu.
Karol
Sebastianie…
Sebastian
Jakie było pytanie?
Karol
Zacząłeś coś mówić, a ja Ci przerwałem.
Sebastian
A, to już nie pamiętam. [śmiech] Mam nadzieję, że to się wytnie.
Karol
Oczywiście. Dobrze, to teraz pytanie do ciebie, Sebastianie. Jakie to jest uczucie? Trochę walka Dawida z Goliatem?
Sebastian
Całkowicie nie uważam, że to jest walka dwóch przeciwników. Tak jak powiedziałem, po pierwsze, nie da się porównać tych dwóch modeli. Tu jest maszyna wyspecjalizowana, tam jest przeogromne, innowacyjne, nowoczesne metro. Służą do innych zadań. Metrem nie da się przewieźć dwóch palet cementu, a z drugiej strony, trudno jeździć wózkiem widłowym codziennie do pracy. Natomiast, co najważniejsze, i zresztą Wojtek dzisiaj o tym powiedział, to to, że dzięki Bielikowi potrafimy zwiększać kompetencje w Polsce. Możemy go tworzyć i okazuje się, że obywatelski, oddolny projekt bez żadnego budżetu został doceniony np. przez NVIDIĘ. W Paryżu szef NVIDII ogłosił, że Bielik jest ich partnerskim modelem, jednym z kilku w Europie, i że będzie dostępny w Perplexity. To pokazuje, że można tworzyć sztuczną inteligencję zupełnie inaczej. Nie mówię, że ta komercyjna, z ogromnym budżetem, jest zła, bo ona daje nam napęd w wielu dziedzinach życia. Jest po prostu inna. Natomiast to, co w Bieliku jest bardzo ważne, to fakt, że możemy tu nabierać kompetencji. Może nie tworzyć nowe miejsca pracy, bo wszyscy pracujemy przy Bieliku za darmo, ale podnosząc swoje kompetencje, możemy mieć coraz lepsze oferty pracy. I ostatnia rzecz: Bielik jest bardzo lubianym modelem przez biznesy regulowane, czyli przez bankowość i służbę zdrowia. Cieszy, że służy on w wielu obszarach komunikacji, np. z klientem, gdzie zmniejsza kolejki i usprawnia naszą, czasami trudną, komunikację z bankiem czy urzędem.
Karol
A przypomnijmy, ile razy został pobrany Bielik?
Sebastian
Bielik został pobrany 500 tysięcy razy, czyli pół miliona. To nie jest liczba czatów, tylko pobrań. A żeby pobrać Bielika, trzeba mieć kartę GPU, serwer. To pokazuje, ile firm i organizacji potrzebuje takich modeli, i to bez żadnej promocji. Stał się popularny po prostu dlatego, że staramy się go bardzo często testować i wszystko otwarcie pokazywać. Jest też bezpłatny, co jest ważnym elementem.
Karol
Panie burmistrzu, czy rozmawia pan ze swoimi pracownikami, z urzędnikami? Jak urzędnicy podchodzą do tej zmiany, która zaczyna się dziać, gdzie w biznesie wszystko dzieje się szybciej, sprawniej, wygodniej? Czy administracja jest w stanie nadążyć za tymi zmianami?
Jarosław Kielar
Myślę, że na pewno tak, tylko muszą być do tego odpowiednie warunki, czyli wszystko musi być jeszcze zapisane w prawie, bo tak się składa, że wiele rzeczy…
Karol
Czyli jest tak, że prawo i edukacja nie nadążają?
Jarosław Kielar
No nie nadążają. Chociaż są już chatboty, które pomagają w realizacji pewnych rzeczy, dzięki czemu mieszkańcy nie muszą przychodzić do urzędu i załatwiają wszystko indywidualnie, przez komputer. Dla urzędników jest to na pewno bardzo dobre, bo sami musimy działać i przesyłać wszystko elektronicznie, a nie papierowo. Chociaż wszystkie sprawy finansowe czy pisma są robione podwójnie – i papierowo, i elektronicznie, więc praca w wielu przypadkach, nawet jeśli jest szybka, jest podwójna. Natomiast wiadomą rzeczą jest, że dzisiaj każdy mieszkaniec przy tak szybkim tempie życia woli wszystko załatwić, nie wychodząc z pokoju. Myślę, że dobrym przykładem był COVID, który nauczył nas wielu rzeczy. Wiele spotkań odbywa się teraz bez ruszania się z miejsca, co oszczędza czas. Gdybym przyjął, że jadę do Opola przy dzisiejszych remontach, to zajęłoby mi to godzinę i kwadrans w jedną stronę, czyli łącznie dwie i pół godziny. Załatwiając to samo spotkanie online, te dwie i pół godziny mogę przeznaczyć na załatwienie wielu rzeczy w urzędzie. To znowuż będzie się wiązać ze zmianą pokoleniową. Ta zmiana następuje. To wszystko w pewnym sensie ogranicza miejsca pracy, i tak być powinno. Na pewno potani to administrację, a jak potani administrację, to nawet przy tych samych podatkach można więcej zrobić dla ludzi. To wszystko ma wielkie plusy. Trzeba tylko, żeby to zaczęło działać szybko, ale z dużym rozsądkiem, bo wiemy, co dzieje się z pokoleniem w Polsce. My jako Polacy starzejemy się, demografia… cała Europa się starzeje. Myśleliśmy, że to nas omija. Kiedyś w szkole uczono, że demografia w Niemczech jest słaba, a w Polsce jest do przodu. Dzisiaj okazuje się, że jesteśmy w tym samym miejscu, bo luksus życia powoduje, że każdy sobie wybiera życie i dzietność. I to wszystko musi być tak zrobione, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować. Fajnie jest, że możemy dzisiaj rozmawiać o sztucznej inteligencji, ale póki co przy mikrofonie jest pan, pan Sebastian i ja. Oczywiście, za jakiś czas może rozmawiać ktoś inny, choć ja uważam, że lepsza jest rozmowa właśnie w ten sposób. To wszystko musi być odpowiednio podzielone, żebyśmy czegoś nie zagubili.
Karol
Puśćmy wodze wyobraźni. Sebastian, jak mógłby wyglądać urząd miasta czy gminy? Nie mówię o szczeblu państwowym, ale o lokalnych społecznościach i urzędach, które wykorzystywałyby taki model językowy. Podasz kilka przykładów?
Sebastian
Zanim o przyszłości, to jeszcze dwa słowa o teraźniejszości. Trochę dodam do tego, co Pan Burmistrz powiedział. Bielik już pracuje w urzędzie we Wrocławiu i, uwaga, sprawdza umowy różnych jednostek samorządowych. Dodatkowo, za chwilę w aplikacji mObywatel będzie model Plum. To nie jest Bielik, to nasza konkurencja, ale bardzo mocno z nimi współpracujemy. To też bardzo dobry model i cieszy, że Polska ma dwa modele. Myślę, że to jest zasługa np. Wojtka, ale też wszystkich Polaków pracujących w OpenAI, że wywołaliśmy taką małą Małyszomanię. Oni są tymi Małyszami, a tu zaczyna rosnąć nowa kadra. Mimo że jestem starszy od tych młodych za granicą, to powstają tu młode społeczności, młode firmy, które, patrząc na ich sukces, tworzą. Stąd Bielik i Plum. Plum jest typowym modelem dla administracji i sektora publicznego. Ale wracając do przyszłości, to, co mi się marzy… O ile my, technolodzy, tworzymy i wdrażamy sztuczną inteligencję, to bardzo ważne jest, żeby prawie wszyscy zaczęli jej używać po to, żebyśmy nie zostali przez nią zastąpieni, tylko dostali nowej mocy, supermocy. I to jest świetne, tak jak Pan Burmistrz powiedział, że z jednej strony gdzieś oszczędzamy i wreszcie możemy zająć się rzeczami, których nigdy nie mogliśmy realizować, bo były ważniejsze sprawy. Może w tych nudniejszych, ważniejszych rzeczach zastąpi nas sztuczna inteligencja, a my będziemy mogli powrócić do takich rzeczy jak dziedzictwo kulturowe, edukacja naszych dzieci, poprawa komfortu życia. Już nie musimy tylko rozładowywać kolejek, bo to może zrobić sztuczna inteligencja. Dam przykład z biznesu, bo biznes trochę szybciej absorbuje AI niż administracja, chociaż w Polsce administracja jest bardzo innowacyjna. W jednym z banków wdrożono sztuczną inteligencję w obszarze reklamacji i oszczędzono 700 godzin miesięcznie, czyli kilka etatów. Ale nie zwolniono tych ludzi, tylko te osoby zaczęły dostrajać AI w obszarze prostego języka. I okazało się, że cały dział działa szybciej, taniej, nikt nie stracił pracy, a oni mogli zająć się czymś, czym kiedyś nie mogli – szlifować każdą formę językową. I co się okazało? Satysfakcja klientów skoczyła z bardzo niskich wartości w górę. I to jest idealne wdrożenie sztucznej inteligencji. Nie zastępować ludzi i obniżać koszty, tylko dawać pracownikom supermoc i zwiększać wartość, którą mogą dać. Nagle, jeśli ktoś nie ma kolejek, może dłużej poświęcić czas złożonej sprawie. To jest mój ideał.
Karol
Czyli można powiedzieć, że o ile wcześniej wychodziliśmy z założenia, że „done is better than perfect” – zrobione jest lepsze niż idealne – to teraz, dzięki sztucznej inteligencji, która nie zastępuje człowieka, jest szansa, żeby skupić się na tych 20%, które prowadzą, może to górnolotnie zabrzmi, do pewnej formy doskonałości?
Sebastian
Tak, i ja cały czas mówię… Nazwa „sztuczna inteligencja”… Już w latach 60. chciano ją zmienić, żeby nie nazywać tego sztuczną inteligencją – bo coś sztucznego jest zawsze gorsze od naturalnego – tylko nazwać to np. inteligencją kolaboratywną albo rozszerzeniem inteligencji. Chodzi o to, żebyśmy tak rozwijali te algorytmy, żeby dawały nam supermoc, a nie nas zastępowały. Zresztą dzisiaj Wojtek też o tym wspomniał.
Karol
Nie wiem, czy zwrócili panowie uwagę, ale mam wrażenie, że coraz rzadziej używa się skrótu AGI, Artificial General Intelligence, a częściej mówi się o superinteligencji, Artificial Superintelligence.
Sebastian
A ja bym dodał, że to jest wzmocnienie naszej mocy, takiej supermocy. Nagle w urzędzie zaczynają pracować supermeni i to jest bardzo fajne.
Karol
Żałuję, że nie możecie państwo zobaczyć teraz uśmiechu na twarzy pana burmistrza. Panie burmistrzu, obserwuje pan ludzi, był pan nauczycielem, miał pan mnóstwo interakcji. Czego nie zastąpi sztuczna inteligencja?
Jarosław Kielar
Rozmowy. Rozmowy nie zastąpi. W wielu przypadkach ludzie, nawet jeżeli otrzymują jakąś decyzję, załatwiają sprawę i wszystko jest zgodnie z ich wyobrażeniem i oczekiwaniem, to przyjmują to i uważają temat za załatwiony. Natomiast kiedy coś dzieje się niepomyślnie, to dla osób w różnym wieku ostatnią deską ratunku jest rozmowa twarzą w twarz. Oczywiście rozmowy mogą być różne, spokojne lub mniej spokojne, tak jest stworzony świat, ale tego nic nie zastąpi. Wiemy dobrze, że jest już tzw. pokolenie covidowe, które przez dwa lata uczyło się zdalnie. Dwa lata studiów zdalnych to może nie jest strata dla edukacji, bo jak ktoś jest zdolny, to skorzystał z wykładów, ale traci się na życiu, spotkaniach, rozmowach, słuchaniu muzyki, teatrze, sporcie. To są rzeczy niezastępowalne. I to, co kolega mówił o poprawie inteligencji, to jest chyba słuszne, bo uciekamy od słowa „sztuczne”. Dlaczego podkreślana była sprawa kluski śląskiej? Bo wiemy, że ta kluska jest zrobiona z ziemniaków, jest prawdziwa. Nie mówimy o klusce z marketu, tylko o tej zrobionej w czyichś rączkach. Uciekamy od słowa „sztuczny” we wszystkim. Nie chcemy sztucznej inteligencji, sztucznego palca, sztucznej sałaty. Wszystko ma być naturalne. I to się w pewnym sensie kłóci, bo w żywności uciekamy w to, co naturalne, chcemy, żeby nasze życie było zgodne z naturą, a tu nagle mówimy o czymś, co jest sztuczne. I to jest pewien kłopot.
Sebastian
Dlatego ja cały czas mówię, że lepiej używać „inteligencja kolaboratywna”, chociaż kolaboracja w Polsce też źle się kojarzy. Ja używam słowa „augmentacja”. Augmentacja tej naturalnej inteligencji. Gdy zadają mi pytanie, czego się uczyć, żeby nie być zastąpionym przez AI, to wydaje mi się, że trzeba próbować rozwijać wszelkie zdolności miękkie: komunikację, empatię. To jest chyba ważny element. Bo rozmowa, niezależnie czy towarzyska, czy biznesowa… Sztuczna inteligencja może mi przygotować jakieś fajne zestawienie, gdybym chciał coś Panu Burmistrzowi sprzedać, ale trzeba jednak porozmawiać, ponegocjować, posłuchać o problemach. I to jest skuteczna forma robienia biznesu. Myślę, że rozmowa będzie ważna jeszcze długo, więc powinniśmy bardzo mocno rozwijać te miękkie zdolności. I myślę, że w edukacji będziemy musieli mocniej uczyć komunikacji, żeby te nowinki techniczne nie zabrały tej zdolności.
Karol
Panie burmistrzu, to może tak jak kiedyś dodatkowymi zajęciami w szkołach była religia, teraz też jest… Chociaż kiedyś chyba państwo nie płaciło za lekcje katechezy…
Sebastian
Chyba wchodzimy na grząski grunt.
Karol
Pomijmy ten wątek. Panie burmistrzu, zatem… To pytanie padło też podczas spotkania z Wojtkiem Zarembą: czy nauka sztucznej inteligencji powinna pojawić się w szkołach? Jeżeli tak, to w jakiej formie? Ma Pan jakieś przemyślenia na ten temat?
Jarosław Kielar
Uważam, że powinna się pojawić. Nawet nie ma nad czym się zastanawiać. Możemy ją inaczej nazwać. Panowie używaliście nazw, które byłyby trudne do akceptacji, bo młodzież by z tego zrobiła skrót. Myślę, że są już programy, które mają w tym pomóc, bo młode pokolenie musi wejść w życie z wiedzą i umiejętnościami, które dotyczą – ja jednak pozostanę przy tym określeniu – sztucznej inteligencji. Jeżeli tego nie będą znali, będzie im trudno żyć. Ale nie mogą również zapomnieć o tym, o czym mówiliśmy: o kontakcie międzyludzkim, o rozmowie. Jeżeli tych dwóch rzeczy nie będzie – a nie chcę decydować, co ma być ważniejsze, najlepsza jest równowaga – to jestem pewny, że będzie ciężko żyć w dzisiejszych i przyszłych czasach.
Sebastian
Zgodzę się, że tak. Sztuczna inteligencja nie musi być oddzielnym przedmiotem, może być mocno rozszerzoną informatyką. Będzie tu jedna trudność, ale myślę, że z czasem się ona rozwiąże: AI potrzebuje mocy obliczeniowej, a to są koszty. Natomiast mi brakuje jeszcze jednej rzeczy. Mamy w Polsce i w Kluczborku fantastycznych młodych olimpijczyków, którzy zrobili karierę, i ja bym wprowadził – nie wiem, czy jako lekcję – opowiadanie o tych sukcesach, żeby wrócić do tej Małyszomanii. Zrobiłem kilka lekcji w Kluczborku i najbardziej chodliwym tematem było to, czym zajmuje się Wojtek Zaremba i inni Polacy. Ważne jest, żeby to pokazywać i zachęcać do sztucznej inteligencji również w inny sposób. I ostatnia rzecz: edukacja musi się zmienić wraz ze sztuczną inteligencją. Wszystkie wypracowania uczniowie będą generować w Chacie GPT.
Karol
Będą wszystkie takie same?
Sebastian
Tak, takie same, więc trzeba będzie znaleźć taką formę… Tak jak kiedyś prace doktorskie musiały być odkrywcze, tak teraz trzeba będzie schodzić z tym niżej, zadawać problemy, z którymi czasami Chat GPT sobie nie poradzi.
Karol
Panie burmistrzu?
Jarosław Kielar
Też uważam, że trzeba wspierać tych najzdolniejszych. Na spotkaniu z Wojtkiem pokazano, jak prezydent Kwaśniewski dał małemu Wojtkowi stypendium, czyli zachęcił go jeszcze bardziej do edukacji. W Kluczborku od 2009 roku takie stypendia są dla uczniów. Wojtek i pan Sebastian byli już po szkole, kiedy to wprowadzono, ale staramy się takie osoby, tych olimpijczyków, zachęcać i wspomagać w edukacji, bo to wszystko są drogie rzeczy. To, co da państwo, samorząd, rodzice, bo to najważniejsze ogniwo, ale również taka pomoc powoduje, że te „rodzynki” mogą jeszcze bardziej dojrzewać. Myślę, że to musi być pewien projekt. Te projekty są, ale według mnie jeszcze za małe. Powinny wychwytywać superuzdolnionych młodych ludzi, którzy mogliby potem dawać nam to, o czym dzisiaj rozmawiamy. Bo nie ma co ukrywać, duma rozpiera. Oczywiście można szukać problemów, że w mieście są inne sprawy, a my dzisiaj zajmujemy się Zarembą i Kondrackim. Ale są rzeczy, które dają radość i motywację do pracy innym. Jak popatrzyliśmy na salę, połowa to były dzieci i młodzież. Nie przyszli, bo nie mieli co robić – dzisiaj jest ciepło. Ale przyszli na spotkanie z różnych części gminy, powiatu, województwa, a nawet Polski, żeby zobaczyć Wojtka. A dzisiaj rozmawiamy o Bieliku i za jakiś czas na takim spotkaniu hala też będzie pełna, bo taka jest potrzeba, taki jest czas i my tego nie zmienimy.
Sebastian
Chciałbym dodać jedną rzecz. Dzisiaj rozmawiałem z młodą osobą z Opola, która specjalnie przyjechała do Kluczborka i powiedziała, że Wojtek spełnił wszystkie jej marzenia. Natomiast podczas filmu dla mnie uderzające było to, jak nauczyciele Wojtka sami zgłaszali go do stypendium, wiedząc, że być może się z nim pożegnają. Mimo to chcieli bardziej wesprzeć jego rozwój niż swój, bo myślę, że każdy nauczyciel chciałby mieć takiego olimpijczyka od A do Z. A tu dawali mu możliwość, żeby się rozwijał – przez stypendium, przez chwilę w „czternastce” wrocławskiej i tak dalej. To było fantastyczne, że ci nauczyciele bardziej dbali o rozwój Wojtka niż o swoje medale.
Karol
Ten film jest chyba najlepszym dowodem na to, że nauczyciele w Kluczborku mogą być przyjaciółmi ludzi wyjątkowo uzdolnionych, bo prawdziwy przyjaciel to ten, który potrafi się cieszyć z sukcesów innych.
Sebastian
Kluczbork to bardzo przyjazne miasto.
Karol
Na koniec dwa krótkie pytania. Sebastianie, początek roku szkolnego, początek roku akademickiego – wrzesień, październik. Co szykujesz w nowym roku?
Sebastian
Przede wszystkim będzie nowy model, wersja 3.0. Już kończy się trenować, więc będzie to bardzo mocny model i myślę, że trochę namieszamy na rynku europejskim, nie tylko polskim. Pracujemy też nad wersją „der Bielik”, czyli typowo niemiecką.
Karol
Wrzesień zobowiązuje…
Sebastian
Tak, to chyba też trzeba będzie wyciąć. [śmiech] Pracujemy nad „der Bielikiem”, ale najważniejszym dla mnie projektem w naszej społeczności jest Obywatel Bielik. I tu od razu powiem, że lokalne społeczności kluczborskie już są zaangażowane, żeby tworzyć jak najwięcej zdjęć i opisów. Jeszcze raz powtórzę: nie muszą być artystyczne, po prostu mają pokazywać lokalne przedmioty, tradycje, potrawy. Ruszyliśmy z pilotem z fundacją przy PFR, Polskim Funduszu Rozwoju, która sponsoruje dzieciom różne wycieczki i kolonie. Ta aplikacja będzie im towarzyszyć. Jeśli pojadą na zieloną szkołę do Kluczborka albo gdzie indziej, będą musieli zrobić kilka zdjęć z lokalnej społeczności. Cieszę się z projektu Obywatel Bielik. Chcemy zebrać milion zdjęć w kwartale, to będzie bardzo trudne. Aplikacja rusza od października. Jeśli nam się uda, będziemy mogli trenować model multimodalny, który będzie analizował też zdjęcia, i chcemy powalczyć o to, żeby kluski śląskie były kluskami śląskimi, a nie czeskimi knedlikami.
Karol
Wracając do kultury, panie burmistrzu, jakie dwa, trzy słowa, myśląc o Kluczborku, powinni znać Polacy z całej Polski, słuchający tego podcastu?
Jarosław Kielar
Myślę, że na pewno Jan Dzierżon, na pewno Wieża Ciśnień i, jeśli chodzi o historię, symbolem Kluczborka będzie Kościół Ewangelicki, bo jest warty zobaczenia. Zapraszamy zatem do Kluczborka.
Karol
A czy ja mogę coś dodać?
Sebastian
Oczywiście.
Karol
Mój ulubiony miód?
Sebastian
A ja bym trochę sprowadził na ziemię. Powiedziałbym dwie rzeczy związane z Janem Dzierżonem. Po pierwsze miód, bo mamy świetne pasieki. Ja uwielbiam każdy miód, herbata bez miodu u mnie nie istnieje, chociaż mówią, że traci właściwości, ale lubię jej smak. A druga rzecz: napoleonki. Nie wiem, czy jeszcze są, ale nie ma takich napoleonek. Nawet kremówki wadowickie, chociaż wiem, że to inna kategoria, ale jeśli chodzi o smak, to napoleonki kluczborskie wygrywają.
Karol
Drodzy państwo, życzymy wam smacznego, kiedy będziecie w Kluczborku i będziecie zajadać się napoleonkami. Panie burmistrzu, dziękuję serdecznie za Pański czas, energię i za stworzenie tak cudownego miejsca w Kluczborku. Sebastianie, co powiemy?
Sebastian
Zapraszamy do Kluczborka przede wszystkim.
Karol
I niech Bielik będzie z Wami wszystkimi. Dziękuję bardzo.
