Pamiętasz swój pierwszy pocałunek? A teraz wyobraź sobie, że w tle leciał utwór wygenerowany przez maszynę. „Kutas Records” zamiast Metalliki czy Nirvany.
Marcin Wilkowski stawia sprawę jasno: nikt nie będzie wspominał romantycznych chwil przy „slopie” z AI.
W drodze do studia, Marcin minął księgarnię ezoteryczną. Na wystawie, obok kart tarota, leżała książka o etyce AI. To doskonała metafora tego, co stało się z technologią – z narzędzia stała się nową religią, magicznym bytem, który ma nas zbawić albo zniszczyć. Tymczasem prawda jest znacznie bardziej prozaiczna i – niestety – brudna.
Powrót do przeszłości
Myślimy o rewolucji AI jako o czymś bezprecedensowym. Wilkowski, jako historyk i badacz cyfrowy, wylewa na nasze głowy kubeł zimnej wody. To, co czujemy – strach przed zalewem treści niskiej jakości, obawa o upadek kultury – to powtórka z lat 90.
Wtedy akademicy z AGH bali się neostradowców z darmowymi kontami pocztowymi, którzy mieli „zanieczyścić” elitarny niegdyś Internet. Dziś boimy się, że AI zaleje nas generyczną papką. I tu dochodzimy do sedna – pojęcia „slop”.
„Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś za 20 lat będzie wspominał: »pierwszy raz całowałem się z dziewczyną przy jakimś slopie AI«. Nikt nie przywiązuje się do wyników Totolotka.”
Problem z AI nie polega na tym, że maszyny zyskają świadomość (spokojnie, Terminator jeszcze nie nadchodzi). Problem polega na tym, że zalewają nas treści, z którymi nie jesteśmy w stanie nawiązać emocjonalnej relacji. To jak jedzenie styropianu – niby zapycha, ale nie odżywia.
Złodzieje w bibliotece
Zamiast martwić się o bunt maszyn, Wilkowski proponuje spojrzeć na ręce korporacjom. Wielkie modele językowe nie wzięły się z powietrza. Zostały wytrenowane na tzw. shadow libraries – pirackich zasobach, na pracy pisarzy, naukowców i dziennikarzy, którzy nie zobaczyli z tego ani centa.
System wynagradzania twórców, który budowaliśmy od XIX wieku, właśnie chwieje się w posadach, bo technokratyczna elita uznała, że wszystko w sieci jest niczyje.
Apologia lenistwa
Najbardziej zaskakujący w naszej rozmowie był wątek… lenistwa. Pomyśl – wszyscy mówią, że musimy być „ultra-produktywnymi” i optymalizować każdą sekundę życia z ChatGPT, Marcin stawia przeciwną tezę:
„Mój postulat do inwestorów: zróbcie systemy bezpieczne dla leniwych ludzi.”
Technologia powinna dawać nam prawo do błędu. Prawo do bycia offline. Prawo do niewiedzy o tym, jak skonfigurować firewall, by nie stracić oszczędności życia. Marzymy o państwie i usługach, które nie walczą o naszą uwagę, ale pozwalają nam po prostu żyć. Może czas na Państwowego Tindera, który nie chce uzależnić, a faktycznie połączyć ludzi?
Dlaczego warto wysłuchać tego odcinka w całości?
- Odkryjesz perspektywę cyfrowej suwerenności – dowiesz się, dlaczego zamiast bać się AI, powinniśmy wymagać od państwa stworzenia bezpiecznych, publicznych usług cyfrowych.
- Zrozumiesz, czym jest slop i dlaczego Twoje zmęczenie mediami społecznościowymi to nie „wypalenie”, ale naturalna reakcja obronna na śmieciowe treści.
- Spojrzysz na AI bez paniki – Marcin rozkłada na czynniki pierwsze mechanizmy hajpu i pokazuje, że historia Internetu właśnie zatacza koło.
—
Masz chwilę? Jeśli podoba Ci się 99 Twarzy AI, zostaw ocenę i recenzję – dzięki temu możemy docierać do jeszcze większej liczby słuchaczy!
Dobrego dnia i niech #AI będzie z Wami wszystkimi!
Transkrypcja rozmowy
Disclaimer. Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku – mała uwaga dotycząca transkrypcji rozmowy. Jak się pewnie domyślasz – transkrypcja została przygotowana z wykorzystaniem magii LLM. Proszę o wyrozumiałość, gdyby pojawiły się w niej niewielkie błędy, literówki, etc. Żeby mieć pewność co do wszystkich wypowiedzi – polecam posłuchać, zamiast czytać. Ukłony.
Karol Stryja
Drodzy Państwo, dzisiaj kolejny gość, kolejna twarz rewolucji, inteligencji, sztucznej inteligencji: Marcin Wilkowski.
Marcin Wilkowski
Dzień dobry.
Karol Stryja
Marcin Wilkowski, czyli humanistyka.dev.
Marcin Wilkowski
Tak, i Centrum Kompetencji Cyfrowych UW.
Karol Stryja
To może wyjaśnij, skąd u Ciebie miłość do technologii, skoro z drugiej strony definiujesz się jako humanista?
Marcin Wilkowski
Jestem zwykłym historykiem. Miłość do technologii to przez ostatnie lata raczej dosyć spore i narastające zmęczenie. Zmęczenie jakąś opowieścią, narracją, nadmiarem tej technologii. humanistyka.dev jest próbą powiedzenia „sprawdzam”, żeby się nie pogrążyć zupełnie w pesymizmie i też nauczyć się może czegoś nowego, czy zmusić się do tego, żeby poczytać jakieś opracowania. Główną częścią treści, które robimy z Jackiem Mańką, są przede wszystkim opracowania tekstów naukowych, może jakichś raportów. Komentarzy zaczęło się pojawiać trochę więcej, odkąd przyszedł Jacek, ale głównie są one merytoryczne. To nie jest zwykła publicystyka, tylko raczej próba zwracania uwagi na pewne rzeczy. Podsumowując, nie czuję jakiejś miłości do technologii na pewno, tym bardziej że już przeżyłem wiele baniek w swoim życiu, przynajmniej dwie czy trzy, zaczynając od tej dotcomowej na początku lat dwutysięcznych. Raczej czuję zmęczenie i wokół tego zmęczenia postanowiłem zobaczyć, jak to jest naprawdę. Mówię tu głównie o sztucznej inteligencji, ale też prowadzę zajęcia na historii i na dziennikarstwie na UW, gdzie pracujemy z narzędziami cyfrowymi – nie tylko z tym potężnym AI, ale z bardzo różnymi narzędziami, z mapami, z korpusami itd. I tutaj, i wśród studentów, i ja sam nie wyczuwam jakiejś wielkiej ekscytacji, wielkiej miłości. To są po prostu narzędzia, z których się korzysta. Jak szedłem do was, mijałem księgarnię ezoteryczną i tam na wystawie były bardzo tajemnicze tytuły, ale był też tytuł o etyce czy uczłowieczaniu AI. Pomyślałem, że ten temat wszedł w sferę jakiejś magii, ezoteryki technologicznej, i to mnie jakoś odrzuca. Więc i ten cały nasz projekt, i moje działania na uczelni są po to, żeby pokazać, że czy sztuczna inteligencja, czy inne narzędzia cyfrowe to są tylko narzędzia. Że one są ograniczone do określonych zastosowań i być może nie przydadzą nam się w ogóle w bardzo specjalistycznych zastosowaniach, o czym możemy potem porozmawiać. Czyli jest to jakaś próba racjonalizacji tego. Jednak ten wątek autoedukacyjny jest bardzo fajny, bo muszę przeczytać te teksty, muszę sobie jakoś uporządkować w głowie pewne rzeczy. Więc to jest akurat fajne, chociaż męczące.
Karol Stryja
To spróbujmy to nazwać. Czym jesteś przytłoczony i czym jesteś zmęczony, jeżeli chodzi o tę narrację, która się pojawia? Dam Ci przykład. Kiedyś zrobiłem taki eksperyment: wyszedłem na ulice Warszawy, wziąłem mikrofon i zacząłem pytać ludzi, co sądzą o tym, co dzieje się teraz. Były dwie grupy. Jedni byli przerażeni i mówili: „no to sztuczne wszystko, zaora, nie będę miał pracy, nie wiem, co robić”. A była druga grupa, i to byli przede wszystkim młodzi ludzie, którzy mówili: „narzędzie jak narzędzie”.
Marcin Wilkowski
No właśnie, myślę, że to drugie podejście jest bardziej racjonalne. Ono się bierze pewnie też z jakichś kompetencji cyfrowych, z którymi te dzieciaki się już prawie rodzą. To nie oznacza też, że one jako pokolenie są super kompetentne cyfrowo, bo z tym jest problem. Słyszałem opowieści od znajomych wykładowców, że nie wiedzą, jak przyklejać pliki do folderu albo coś takiego, bo ciągle pracują na komórkach, więc ten interfejs windowsowy jest dla nich momentami tajemniczy. Ale takie podejście narzędziowe jest zdecydowanie lepsze niż podejście magiczne. Zresztą na blogu Jacek opublikował bardzo fajne tłumaczenie tekstu o tym, skąd się bierze hype na technologię ogólnie, nie tylko na sztuczną inteligencję. Tam jest wprost napisane – i ja się z tym trochę zgadzam – że hype to jest konstrukcja. To nie jest tak, że my jako ludzie nagle coś odkrywamy i jesteśmy tym przerażeni, tak jak to było z COVID-em, gdzie okazało się, że jest wirus, którego trudno ogarnąć, bo nie ma jeszcze dobrych szczepionek, co wywołało zasadne przerażenie. Ale sztuczna inteligencja nie jest takim wirusem. Nie jest tak…
Karol Stryja
Namacalna?
Marcin Wilkowski
Tak, ale też nie jest aż takim bezpośrednim zagrożeniem dla naszej egzystencji. Wszystkie pytania typu „czy sztuczna inteligencja ma świadomość”, „czy nam zabierze pracę”, „czy się zbuntuje”… Widziałem niedawno tekst, że jakaś dziennikarka napisała, że ChatGPT ją oszukał. No i tak sobie myślę: Boże, czy GPS też Cię oszukuje? Czy termometr też może Cię oszukać? W jakimś ujęciu metaforycznym może, ale to wszystko jest zupełnie innej natury niż to zagrożenie biologiczne.
Karol Stryja
Pytanie, gdzie składasz zaufanie? W takim razie zaufanie było złożone nie tam, gdzie trzeba.
Marcin Wilkowski
Wracając do tego tekstu o hajpie, okazuje się, że jest on konstruowany przez całą ekologię, która jest wokół niego. Ekologię…
Karol Stryja
Czy ekosystem?
Marcin Wilkowski
Taki system, ekologię w tym sensie, że jest tam wiele powiązanych ze sobą podmiotów, które jakoś tam współżyją razem albo się antagonizują, ale jest to jakiś zamknięty, działający system. I on produkuje czy żeruje na tym hajpie. Jak sobie przypomnę – bo zajmowałem się tym wczesnym webem – dyskusje z lat 90. o internecie… Na przykład w „Wyborczej” na serio można było opublikować tekst o tym, że Korwin-Mikke to jest po prostu niesamowity wymiatacz, bo odpowiada na 250 maili na godzinę, albo że Waldemar Pawlak ma publiczne konto e-mail. To było coś fascynującego. Oczywiście oprócz takiego podejścia były też inne. W „Polityce” była debata – chyba Marek Oramus i Edwin Bendyk brali w niej udział – o tym, czy internet nas ogłupia. To był rok 2000, może 2001. Były dyskusje: co to jest za medium, gdzie każdy może sobie publikować? A to była już któraś fala wchodzenia nowych ludzi do internetu, bo ta pierwsza to był początek lat 90. Rok 1993 to udostępnienie narzędzi do publikowania stron, oprogramowania serwerowego itd. Sieć WWW zaczyna wygrywać np. z Gopherem czy z BBS-ami. I od razu ci starzy wyjadacze, którzy np. podłączali Polskę do internetu z UW, fizycy czy administratorzy z AGH z Krakowa – jest taka fajna książka Marty Juzy na ten temat – oni tam narzekają (to jest rok 93-95): „Boże, przyjdą ci ludzie, którzy mają darmowe konta z Onetu, albo wcześniej jeszcze z Polboxa, i będą nam tutaj naszą akademicką przestrzeń zanieczyszczać swoim niewyrachowaniem i brakiem kultury”. Te fale trwogi moralnej gdzieś tam się dalej powtarzały. Teraz, jak słucham, że AI zniszczy kulturę, to mam takie wrażenie: dobra, to już było. Tylko problem z AI jest taki, że ono może zniszczyć, ale w inny sposób. W dyskusjach o wczesnym internecie miano zniszczyć pewną etykę dyskusji, autorytet twórców. Na przykład, gdy w pole literackie wchodzili ludzie, którzy pisali wiersze na forum „Nieszuflada”. Były dyskusje: „o Boże, zalew grafomaństwa”. Czy to rzeczywiście był zalew grafomaństwa? Ale on nie podważył tego, że nadal najlepszym rozwiązaniem było wydawanie w uznanych wydawnictwach, czy to w WAB-ie, w Znaku, czy gdziekolwiek indziej. Ten zalew treści w ogóle nie zmienił tej hierarchii. Później okazało się, że w polu literackim pojawiają się ludzie jak autorka Harry’ego Pottera czy te wszystkie „Wattpadziary”, które trafiają do wydawnictw. I tak kończy się to wydawnictwem. Więc to nie jest jakieś podważanie, tylko te dwie przestrzenie weszły ze sobą w symbiozę. A teraz, jak się mówi, że AI podważy hierarchię, kulturę czy edukację, to zagrożenie jest moim zdaniem wyłącznie natury materialnej. Nigdy nie będzie tak, że ChatGPT będzie miał cokolwiek do zaoferowania osobie na studiach doktoranckich humanistycznych, której narzędziem pracy jest pisanie dobrych esejów, dobrych literacko tekstów naukowych. W humanistyce pisanie jest narzędziem. Na matematyce czy fizyce wystarczy napisać dwie strony, podać wzór i tekst jest zaliczony. W humanistyce jest inaczej. Więc tutaj ChatGPT nigdy nie będzie narzędziem, które coś podważy.
Karol Stryja
Mówisz, że nie podważy, a może skłoni do myślenia?
Marcin Wilkowski
Nie, nie. Chodzi mi o to, że nie podważy hierarchii, nie podważy wartości. Ale z drugiej strony może pogłębiać pewne patologie. Na przykład to, że recenzentom nie będzie się chciało czytać tych esejów czy tekstów i będą sobie te rzeczy sprawdzać maszynowo, w ogóle do nich nie zaglądając.
Karol Stryja
Czego najlepszym dowodem jest ilość prac naukowych ostatnio publikowanych.
Marcin Wilkowski
Tak. „Nature” niedawno pisał o tym, że była jakaś konferencja, z dziedzin ścisłych właśnie, gdzie też wystąpiła taka patologia. Ale chodzi mi o to, że to podważy obiekt naukowy. Tak samo jak Wikipedia nie zredukowała hierarchii systemu edukacyjnego. Wikipedia nie mówi: „sorry, ale wykształcenie formalne nie ma sensu, papierek nie ma sensu”. Wikipedia mówi: „nie zadawaj uczniom prac domowych polegających na podaniu faktów, bo te fakty są dostępne”. Tak samo może działać ChatGPT, ale on podważa jedną rzecz, która jest moim zdaniem groźna. Podważa autorytet? Nie. Podważa zasoby, które mają ludzie żyjący z pisania albo z grafiki, czyli twórcy, autorzy.
Karol Stryja
Ci, którzy posiedli umiejętności.
Marcin Wilkowski
Którzy wykształcili te umiejętności, ale też mają jakąś wrażliwość, która pozwala im tworzyć. Nie chodzi mi o taką osobę jak ja, że składam sobie miniaturki na stronę w Canvie i jakoś to wychodzi albo nie, ale nie wkładam w to podstawowej wrażliwości. Ale jak mamy artystę, który ma wieloletni warsztat, robi plakaty, a ja podobny plakat, czy nawet w jego stylu, mogę wygenerować w jakimś modelu… To jest słabe rozwiązanie. Druga strona medalu to fakt, że dane do trenowania modeli brały się z tak zwanych shadow libraries, np. z LibGenu czy innych projektów, gdzie książki były udostępniane piracko. Nie jestem od razu przeciwnikiem piractwa, bo w komunikacji naukowej jestem jak najbardziej za. Nigdy bym nie polecił płacić 50 dolarów za dostęp do artykułu, skoro można go zdobyć inaczej. Zresztą patologie publikowania naukowego to inna sprawa. Ale chodzi mi o teksty literackie. Mamy autorów, także z Polski, którzy publikują za granicą. Ich książki zostały wykorzystane do trenowania i to wiadomo. Meta kiedyś nieoficjalnie pochwaliła się, że trenowali swoje modele na zasobach pirackich. Wielki podmiot zagarnął ich twórczość, wytrenował model, sprzedaje go komercyjnie, a oni co? Dostają po 50 dolarów? Więc to podważenie materialne jest główne. Wydaje mi się, że to jest główne zagrożenie związane ze sztuczną inteligencją – nie poznawcze, nie intelektualne, tylko że zaburza pewien system wynagradzania, który do tej pory jakoś działał, rozwijany od XIX wieku. Do tego możemy dodać kwestie środowiskowe i energetyczne. Już rozwija się ruch na rzecz wypychania centrów danych poza miejscowości. Ludzie nie chcą mieć centrów danych obok siebie. Coraz bardziej widać koszty społeczne i środowiskowe – nie tylko bezpośrednie, jak woda czy prąd. Ważniejsze wydają się problemy natury materialnej związane z wynagradzaniem twórców i przejmowaniem ich twórczości, czy twórczości społeczności, np. Wikipedii. Przychodzi wielka firma, zabiera treść i do widzenia. To jedna sprawa. Druga to koszt środowiskowy – rozbudowywane centra danych. Cały przemysł cyfrowy idzie w kierunku abonamentowym. Widzimy to po tym, jak rosną ceny RAM-u. Być może za rok czy półtora będziemy kupować „lamerskie” komputery z minimalnym setupem, tylko żeby łączyć się z chmurą, gdzie wszystko będzie się przeliczać.
Karol Stryja
A ja pomyślałem w drugą stronę: kupmy sobie w takim razie wypasione komputery i uruchamiajmy modele na własnej infrastrukturze.
Marcin Wilkowski
Jest taka opowieść, tylko że to się zupełnie nie opłaca. Ja mam tak stary komputer, że żadne modele open source’owe, nawet bardzo małe, jakoś nie działają. To byłoby oczywiście najlepsze – jest infrastruktura, jest oprogramowanie, żeby te modele stawiać u siebie. Ale docelowo może być tak, że teraz płacimy za tokeny, a będziemy musieli płacić jeszcze za dodatkowy RAM czy przestrzeń dyskową w chmurze. Wszystko, co kiedyś mogliśmy zrobić w domu, w garażu, w piwnicy, teraz musimy przenosić do chmury.
Karol Stryja
No ale słuchaj, najlepszym tego dowodem jest komputer, który trzymam w ręce, który tak naprawdę jest tylko klawiaturą i kawałkiem dysku, chociaż i tak dysku w większości używam w chmurze. Dobra matryca, wszystko w sieci. I wszystko w abonamencie.
Marcin Wilkowski
Nie kwestionuję, że to zawsze jest złe. Przechowywanie czy uruchamianie modeli w infrastrukturze jest spoko, jestem w stanie zapłacić za tokeny, żeby tego u siebie nie instalować. Ale dajmy ludziom wybór. Bardzo mi się podobają takie trochę awangardowe pomysły, które czasem znajduję w sieci.
Karol Stryja
Dawaj.
Marcin Wilkowski
Na przykład ponowne użycie starych telefonów komórkowych, które zamienia się na serwery stron statycznych. Nie chcę płacić 300 zł za kwartał hostingu mojej prostej strony domowej, więc mogę podłączyć stary telefon do Wi-Fi, zrootować go, postawić serwerek albo użyć Raspberry Pi.
Karol Stryja
Tylko widzisz, tutaj trzeba mieć trochę zajawy, trochę wiedzy i umiejętności.
Marcin Wilkowski
To jest oczywiście abstrakcyjne, że wszyscy będą to robić. Chodzi mi o to, że to pokazuje, że niektórzy widzą zagrożenie związane z pełną „chmurowością”. Że pewne rzeczy, które dzieją się lokalnie na komputerze, nadal powinniśmy móc robić lokalnie. Ten offline jest jednak w pewien sposób wartością, szczególnie w instytucji.
Karol Stryja
No oczywiście, instytucja rządzi się swoimi prawami, bezpieczeństwo danych, tajemnice, prawda. Z drugiej strony czytałem też ciekawą teorię, że dzięki tym modelom, dzięki temu, że pracujemy w chmurze, tak naprawdę wielkie korporacje przejmują całą naszą wiedzę dotyczącą operacji, tego, w jaki sposób myślimy, działamy, wzory dokumentów. No zobacz, przekazujemy im wszystko.
Marcin Wilkowski
No tak. Mam gdzieś z tyłu głowy sprawy prywatności, ale przyznam, że nie jestem osobą, która tego bardzo pilnuje. Nie mam chyba siły i przestrzeni, żeby o to super dbać, nie licząc instalacji AdBlocka, co też nie jest etycznie neutralne, bo wydawcy mogliby powiedzieć: „dobra, to nie czytaj mojego portalu, jak blokujesz reklamy”. Ale ja chcę powiedzieć, że to jest mój komputer, moja przeglądarka i mam prawo wyświetlać tam, co chcę.
Karol Stryja
To prawda. Zastanawiałem się, Marcin, jakiś czas temu, czy za chwilę najdroższą subskrypcją, jaką będziesz miał, będzie internet wolny od reklam.
Marcin Wilkowski
Inaczej…
Karol Stryja
Powiem Ci, skąd mój pomysł. Zobacz, pojawiają się mechanizmy, które wskazują na to, że będą reklamy w modelach językowych. Reklamy mamy wszędzie: od portali przez social media, na dobrą sprawę internet cały jest jedną wielką platformą komercyjną. Ostatnio przeżyłem szok poznawczy, jak u kogoś chciałem podejrzeć film na YouTubie i zobaczyłem reklamę. Bo sam płacę subskrypcję i mam treści bez reklam. I miałem taką myśl: cholera, a co by było, gdyby była dostępna subskrypcja „dajcie mi święty spokój z reklamami”? Czy to jest w ogóle możliwe?
Marcin Wilkowski
To był jeden z pomysłów w latach 90., jak startowała sieć WWW. Pojawił się pomysł, żeby wprowadzić w protokół mechanizm zarządzający przepływami z portfela użytkownika do wydawcy witryny. Wchodząc na witrynę, od razu płacilibyśmy grosze. Działoby się to bez naszej aktywnej ingerencji, na poziomie protokołu. To nie wypaliło, ale pomysł „zapłać, żeby wejść na witrynę” istniał.
Karol Stryja
Na dobrą sprawę mamy to samo, płacimy swoim czasem.
Marcin Wilkowski
Uwagą, czasem, wyobraźnią. Tym, jak media kształtują naszą wyobraźnię, decyzjami zakupowymi. To wszystko jest intensywne i buduje zmęczenie. Ciągle odpowiadam, że mam dosyć pesymistyczne podejście, ale czytam dużo o takich zjawiskach jak zmęczenie slopem, tymi AI-owymi wytworami o strasznej estetyce.
Karol Stryja
Ty mówisz „zmęczenie”, a ja się coraz bardziej zastanawiam, czy to nie będzie przyzwyczajenie?
Marcin Wilkowski
Mnie to męczy. Są opracowania na temat zmęczenia slopem, zmęczenia vibe-codingiem, czyli tym, że możemy programować w języku naturalnym. „Napisz mi skrypt w Pythonie, który coś zrobi”. Okazuje się, że nawet taki fajny pomysł, że nie muszę umieć kodować, męczy. Wymaga nieustannej kontroli tych wytworów, bo dostajemy ścianę kodu, musimy ją przeczytać ze zrozumieniem, prosić o poprawki. Pytanie, czy model jest w stanie te poprawki wdrożyć.
Karol Stryja
I czy nie będziemy mieli rozmowy głuchego ze ślepym o kolorach, prawda?
Marcin Wilkowski
Więc ta kategoria zmęczenia mogłaby być młodzieżowym słowem roku. Określenie zmęczenia mediami społecznościowymi.
Karol Stryja
Marcin, Ty się męczysz tym, ja się tym męczę. Zdefiniujmy w ogóle, czym jest „slop” dla tych, którzy słyszą to określenie po raz pierwszy.
Marcin Wilkowski
To są generyczne, maszynowe wytwory, głównie wizualne – obrazki, memy, animacje, ale też muzyka, tekst albo kod źródłowy.
Karol Stryja
Czy znasz naszą Asię „Frotę” Kurkowską?
Marcin Wilkowski
Tak. Wrzuciła analizę tych viralowych kawałków na Spotify.
Karol Stryja
Dokładnie. Frota, pozdrawiamy Cię serdecznie z tego miejsca. Frota rzeczywiście zrobiła analizę listy Viral 50 na Spotify i okazało się, że zdecydowana większość utworów, która tam funkcjonuje – a ja myślałem, że to przypadkowa lista – to oficjalna lista viralowa Spotify. To nie są top hity, gdzie dominują ludzie, ale na Viral 50 najbardziej popularnym był „Kutas Records”.
Marcin Wilkowski
Tak, widziałem. Nie wiem, czy trzeba wpadać w panikę. Na pewno te slopowe nagrania, nawet wysokiej jakości, zabierają miejsce ludzkim twórcom. A w branży muzycznej, pewnie tak jak w literackiej, jest nieustanna walka o uwagę. Ludzie mają mało czasu i zasobów, żeby przyjmować kulturę, więc ten, kto dopcha się pierwszy, wygrywa. Ale czy to podważa hierarchię czy zasady świata muzycznego? Nie sądzę. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś za 20 lat będzie wspominał: „pierwszy raz całowałem się z dziewczyną przy jakimś slopie AI”. Można wygenerować 3000 obrazków XIX-wiecznej Warszawy albo 3000 książek opisujących zmęczenie, ale co z tym dalej? Pytanie, czy jesteśmy w stanie emocjonalnie wejść w prawdziwą relację z maszynowymi wytworami. Jak wybieram książkę, to patrzę na autora. Za autorem coś stoi: doświadczenie, język, jest żywym człowiekiem. A w przypadku slopów to jak rzut kośćmi. Nikt nie przywiązuje się do wyników Totolotka, nie mówi: „o Jezu, jaki piękny wynik, jak cudownie te kule się ułożyły”.
Karol Stryja
No ale patrzysz na to ze swojej perspektywy: człowieka, który bawi się tym, żeby poznawać, odkrywać, który ma swój styl, gust, smak, ulubionego autora, fragment kultury.
Marcin Wilkowski
Każdy człowiek jest zdolny do takiego uczucia. Tu nawet negatywnie można do tego podchodzić. To zmęczenie jest kluczem. Ostatnio lurkowałem na grupkach dla seniorów na Facebooku, żeby zobaczyć, jak wyglądają slopy. Jest tam duża produkcja bardzo pobożnych slopów, które zachęcają do angażowania się – lajkowania, komentowania – co wzmacnia ich widoczność. Ale możemy sobie szczerze powiedzieć, że Facebook kulturowo i społecznie jest martwy. Rok, dwa i nie będzie tam co robić. Już dzisiaj instytucje, które robią fajne rzeczy, narzekają, że bez reklam nic nie da się tam pokazać.
Karol Stryja
I tak, i nie. Dla mnie takim dowodem – oczywiście to nie jest badanie, tylko moja obserwacja na przykładzie jednej grupy – są Ochocianie. Mieszkam na Ochocie, jest grupa Ochocian, którzy mają swoją stronę na Facebooku i działają super aktywnie. Świetnie wykorzystują to do komunikacji. Patrząc po zaangażowaniu, po ilości reakcji i komentarzy, to spełnia swoją rolę.
Marcin Wilkowski
To jest grupa, czyli to nie jest coś, co algorytm podsuwa. Pamiętasz, jak Facebook wchodził w 2006 czy 2007 roku? „Cały świat będzie połączony”. Nie. Dzisiaj Facebook to klany, przestrzenie, do których nie chcemy wpuszczać AI. Facebook zamienił się z jednego wielkiego lądu w wysepki. Te wysepki się odgradzają. My zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby komentarze na naszym Facebooku jakoś zachowywać, i stwierdziliśmy, że zrobimy grupę na Discordzie. Wyjdziemy z infrastruktury Facebooka. To się zaczyna fajnie rozwijać. Znasz pewnie pojęcie „gównowacenia” mediów społecznościowych (enshittification), które Cory Doctorow zaproponował. Jesteśmy w centrum tego procesu. Platformy, które miały być społeczne, przestały spełniać swoją rolę. Skoro tak, to można zaczynać z nich wychodzić. Nie mówię, żeby likwidować konta, ale np. instytucja kultury nie powinna myśleć tylko o projektach na Facebooku, ale zainwestować we własną stronę domową, nad którą ma pełną kontrolę. Chociaż pytanie, czy ktoś na nią trafi, skoro Google też podlega procesowi gównowacenia.
Karol Stryja
Wiesz co, byłem zszokowany, bo przyzwyczaiłem się do tego, że trzy najlepsze wyniki wyszukiwania w Google to już reklama. Ale ostatnio wpisałem hasło, akurat branża finansowa, i strona wyglądała tak: reklamy na dole, reklamy na górze, reklamy po bokach i trzy linijki struktury, które teoretycznie miały być najlepsze, a były po prostu odpowiednio spozycjonowane.
Marcin Wilkowski
Dlatego powstają alternatywy. Jest DuckDuckGo, są projekty eksperymentalne z filtrami slopów AI. Jest też projekt – wypadła mi nazwa – gdzie płaci się abonament za wyszukiwarkę. Płaci się za dostęp do indeksu i nie ma reklam, nie ma pozycjonowania opartego na wpłatach, tylko algorytmiczne porządkowanie danych według przydatności.
Karol Stryja
Jestem bardzo ciekaw tego, rzeczywiście umieśćmy to w notatkach do odcinka, z chęcią to przetestuję. Bo to się zbiega z moją myślą a propos tego najdroższego abonamentu, który będziesz płacił. Tylko teraz pytanie: kto będzie odpowiedzialny za ten gust i trafność wyników? I na jakiej podstawie one będą generowane?
Marcin Wilkowski
To związane z dyskusją o sztucznej inteligencji, która też jest metaforą, tak jak uczenie maszynowe.
Karol Stryja
Dlatego jakiś czas temu nagrywałem odcinek z Tomkiem Zgliczyńskim i postanowiliśmy, że będziemy mówić: „Jej Ekscelencja”.
Marcin Wilkowski
Nie wiem, czy bym się na to zdecydował. W humanistyce czy naukach społecznych, a pewnie i ścisłych, problemem jest reprodukowalność wyników. Jedną z podstawowych zasad pracy z narzędziami cyfrowymi jest to, że jak wrzucę dane do maszynki i udostępnię je, to ktoś inny powinien dostać te same wyniki.
Karol Stryja
A teraz jest zupełnie inaczej.
Marcin Wilkowski
Modele są niedeterministyczne, więc nawet przy ustawieniu temperatury mogą pojawić się szumy. Ale pojawił się pomysł na wyjaśnialną sztuczną inteligencję (XAI). Zawsze mówię studentom: nawet jeśli nie wiecie dokładnie, jak działają analizy stylometryczne, zacytujcie paper, który opisuje tę metodę. Misją naszego bloga jest mówienie o tym, jak to działa i dlaczego, a nie tylko co może nam dać. Zastosowania AI w historii są od patologicznie innowacyjnych – jak ożywianie osób ze starych fotografii czy kolorowanie, co robią nawet duże instytucje jak IPN – do naukowych. Ożywianie Piłsudskiego jest po nic, skoro mamy stare filmy z nim. Ale w zastosowaniach naukowych, np. OCR (rozpoznawanie tekstu), to sukces. OCR radzi sobie z różnymi krojami pisma, także ręcznego, co jest ważne dla źródeł historycznych. Jest niemiecki projekt Transkribus, gdzie można trenować modele na własnych treściach. Kolejną dobrą zmianą jest praca z dużymi zbiorami tekstów. Na zajęciach omawialiśmy ogłoszenia z XVIII-wiecznej prasy holenderskiej czy brytyjskiej o zbiegłych niewolnikach.
Karol Stryja
Żeby było wiadomo, kogo szukać i łapać.
Marcin Wilkowski
Mówiłeś o kryptoreklamie, ale to były ogłoszenia. Opisywano imię, ubiór, oskarżenia. Mamy takich ogłoszeń mnóstwo. Kiedyś jeden człowiek mógł przeanalizować 3000 ogłoszeń przez rok. Teraz dzięki OCR i analizie jednostek nazwanych (NER) możemy zbudować bazę danych. System wyciągnie z tekstu interesujące nas frazy, np. o ubiorze, i przełoży je do Excela. To jest cyfrowa humanistyka: historia w Excelu. Mając taką bazę, możemy robić zestawienia statystyczne.
Karol Stryja
Robiłem kiedyś taki eksperyment, oczywiście bardzo pobieżnie i niskopoziomowo, ale starałem się znaleźć informacje na temat tego, ile trwało i w jaki sposób było zbudowane śledztwo w aferze Watergate. Albo rozmawiałem z Władimirem Makarenko a propos Panama Papers, gdzie śledztwo trwało dwa albo trzy lata, i on sam przyznał, że gdyby mieli dostępne narzędzia te, które są obecnie, to nie trwałoby to tak długo. Nie mówię oczywiście o zebraniu materiałów, ale o samej analizie.
Marcin Wilkowski
Tak, i to jest fajna zmiana. Tylko wtedy nikt nie pyta, czy to zabierze pracę, czy ma świadomość. To inne podejście do narzędzi. A propos Panama Papers – podstawową rzeczą jest sięgnięcie do źródła. W polskich archiwach państwowych mamy zdigitalizowane 1,5% zbioru i to jest bardzo dużo jak na skalę europejską.
Karol Stryja
1,5% to bardzo dużo? Otworzyłem oczy ze zdumienia i chciałem powiedzieć: o ludzie, tu jesteśmy w czarnej…
Marcin Wilkowski
Tych treści jest po prostu tyle. Sama digitalizacja nie wystarczy, trzeba to opisać metadanymi. To nie jest tak, że budzimy się rano i mówimy do ChatGPT: „daj mi źródła do tematu organizacji komunikacji między grodami w Polsce wczesnopiastowskiej”. On może co najwyżej wyhalucynować autorów, jak przy okazji książki Karoliny Opolskiej. To są narzędzia generyczne. Jeśli chcę napisać tekst SEO, spoko. Ale jeśli chcę napisać wypracowanie o uczuciach patriotycznych w „Lalce”…
Karol Stryja
Pisałeś kiedyś o schyłku Nocy Muzeów na waszym blogu. Teraz pomyślałem, że może warto byłoby zrobić taką Noc Bibliotek.
Marcin Wilkowski
Chyba tak. W każdym razie to, co sztuczna inteligencja może nam dać, to zazwyczaj generyczne rozwiązania w materii humanistycznej.
Karol Stryja
Mówisz „generyczne rozwiązania”, ale dla mnie na przykład ciekawe jest to, że możemy łączyć nieoczywiste perspektywy.
Marcin Wilkowski
Tak, ale żeby mieć te perspektywy, musimy mieć źródła. I nie możemy być leniwi. Musimy mieć czas, żeby np. powiedzieć czatowi: „mam zestaw odległości między grodami, zrób mi z tego tabelę do analizy sieciowej”. ChatGPT może przygotować dane, ja to wyświetlę i zobaczę, który gród jest w centrum. Ale muszę wiedzieć, czym jest analiza sieciowa.
Karol Stryja
To jest całość inżynierii kontekstu, tak?
Marcin Wilkowski
Nie chodzi o prompty, tylko o wiedzę dziedzinową. Jako historyk muszę wiedzieć, co to krytyka źródeł. Muszę wiedzieć, że istnieje analiza sieciowa, że można policzyć betweenness centrality. Działa tu zasada św. Mateusza: ci, którzy mają wiedzę, zyskają dzięki AI, a ci, którzy nie mają, będą trzaskać slopy. Nie mówię tu o deepfake’ach czy wchodzeniu w relacje osobiste z czatami, gdzie ludzie traktują je jak psychoterapeutów, bo dostęp do opieki jest trudny.
Karol Stryja
Wiesz co, byłem ogromnie zdziwiony, jak przeczytałem, że bardzo duża grupa młodych osób ma obecnie trudność z wzięciem telefonu, zadzwonieniem do kogokolwiek i rozpoczęciem rozmowy. Zwykłej, telefonicznej.
Marcin Wilkowski
Ja też nie lubię.
Karol Stryja
Ale jeżeli potrzebujesz, to bierzesz i dzwonisz. Być może nie lubisz, wolisz czytać, ale załatwiasz. A tutaj chodzi o dysfunkcję. U ciebie to jest wybór, a tam dysfunkcja. I stąd potem to, że siadam do czata i z nim rozmawiam.
Marcin Wilkowski
Nie chcę się wymądrzać na temat efektów społecznych.
Karol Stryja
Przepraszam, być może nie lubisz gadać przez telefon, ale na IRC-u lubiłeś siedzieć i wymieniać się wiadomościami.
Marcin Wilkowski
Różnie bywało. Chciałbym dać ludziom wolność w wyborze kanałów komunikacji, byle nie było to patologiczne. Nie czuję się ekspertem od efektów społecznych, bo łatwo wejść w banał: albo superoptymistyczny, że będziemy półbogami, albo skrajnie pesymistyczny.
Karol Stryja
Ja lubię mówić: jaka jest szansa? 50 na 50. Albo się uda, albo się nie uda. Staramy się nie popadać ani w przesadny optymizm, ani w przesadny pesymizm.
Marcin Wilkowski
Jedna rzecz to nasze krytyczne rozkminianie. Wiemy, że jak producent czajników mówi o AI, to to wyśmiejemy. Ale pytanie, na ile powszechna jest zdolność odrzucania przekazu marketingowego. Ostatnio widziałem reklamę diety pudełkowej z osobistym asystentem AI. Jaka jest tego wartość?
Karol Stryja
Ja już mam kumpla, który schudł 20 kilo dzięki chatowi GPT. Ale on zapytał o dietę, zastosował wskazówki, poszedł na trening, ograniczył cukry proste. Udało się, ale zawdzięcza to nie samej konwersacji, tylko konsekwencjom tej konwersacji.
Marcin Wilkowski
Miał przestrzeń na dietę i nie szukał diety cud. Nie wszyscy wiedzą, że państwo ma system, gdzie można wygenerować dietę – portal na gov.pl czy NFZ. Platformy AI są komercyjne, często amerykańskie. Pojawia się kwestia suwerenności cyfrowej. Czy usługi publiczne nie mogłyby iść w tym kierunku? Projekty jak PLLuM czy Bielik to próby budowania własnych rozwiązań. W Klubie Jagiellońskim trwa dyskusja o państwowym Tinderze. Jest kryzys samotności, Tinder jest nastawiony na zysk. Dlaczego państwo nie miałoby zbudować Tindera z przejrzystymi regułami? Librus to projekt prywatnej firmy. Żeby dostać powiadomienie na komórkę, trzeba płacić. Dlaczego państwo nie może zrobić takiej usługi, jak mObywatel?
Karol Stryja
Potrafię sobie wyobrazić ten wystrzał, jeżeli chodzi o downloady mObywatela w momencie, kiedy ta funkcja byłaby uruchomiona.
Marcin Wilkowski
W Wielkiej Brytanii czy USA wdraża się system identyfikacji osób chcących korzystać ze stron dla dorosłych. Państwo próbuje chronić najmłodszych, stawia tamę komercyjnemu nurtowi, ale efektem jest większa kontrola. Państwowy Tinder miałby przejrzyste algorytmy, ale państwo miałoby dane o tym, jak ludzie się dobierają. To problem podobny jak przy Mastodonie czy BlueSky. Fediverse to sieć niezależnych serwerów. Był pomysł wyszukiwarki użytkowników dla całego Fediversum i ludzie się zbuntowali. Nie po to zakładali konta na małych instancjach, żeby ktoś ich wyszukiwał.
Karol Stryja
Dlatego jedynym wyjściem będą off-gridowe wspólnoty, lokalizujące się poza zasięgiem sieci 4G, żyjące całkowicie offline, sadzące, uczące się zielarstwa, rolnictwa i samowystarczalne.
Marcin Wilkowski
Jesteśmy socjalizowani do tego, że AI to rewolucja, bo tak nam powiedziano.
Karol Stryja
Wiesz, z jakiego zdania jestem? Że większość z nas, w tym ja, zaczynamy być leniwi. To, o czym mówisz: smak, źródło, musisz wziąć, siąść, przeczytać, dokopać się. Tak samo jak z filtrem na Instagramie: możesz mieć piękne zdjęcie, nawet nie dbając o siebie.
Marcin Wilkowski
W lenistwie nie ma nic złego. Społecznie potrzebujemy więcej lenistwa niż nieustannego zaangażowania. Przerażają mnie wpisy na LinkedIn: „idą święta, odpocznę” i lista lektur o rozwoju osobistym. Chciałbym, żeby ekosystem cyfrowy był zaprojektowany tak, że jak chcę być leniwy, to nic złego mi się nie stanie. Że bariera przeciwko nadużyciom jest tak dobra, że mogę bezpiecznie funkcjonować w internecie, nie będąc ekspertem od bezpieczeństwa. Żeby nikt nie podrzucał mi fejkowego nagrania. Niech system będzie zaprojektowany pod człowieka i jego lenistwo. Technologia ma nam pomagać, a nie przeszkadzać. Mój postulat do inwestorów: zróbcie systemy bezpieczne dla leniwych ludzi.
Karol Stryja
Jesteś idealistą, ale amen.
Marcin Wilkowski
Odczuwam zmęczenie i o lenistwie myślę pozytywnie. Chciałbym technologii, w której AI robi rzeczy, których nie lubię – przeklejanie z Worda do Excela – ale nie zaburza poczucia rzeczywistości.
Karol Stryja
Ale jak sam rąk nie umyjesz, to też możesz się zakazić.
Marcin Wilkowski
Na żadnej konferencji nie mówi się o tym, że użytkownik ma prawo do odpoczynku, do błędu, do niebycia podbijanym uwagą. Dlaczego na platformach nie ma narzędzi do wyciszania? Kultura technologiczna sprawiła, że nie możesz odłożyć telefonu, więc sprzedadzą ci nowy telefon, w którym będziesz mógł się wyciszyć.
Karol Stryja
Niezrozumiałe. Zauważyłeś może to – to taka moja obserwacja – że we wczesnym internecie mogłeś mieć bloga o znaczkach pocztowych i miałeś pewność, że będziesz jednym z najpopularniejszych twórców, jeśli masz zajawę. Teraz o znaczkach wszyscy zapominają i króluje przyciąganie uwagi. Im bardziej jesteś kontrowersyjny, tym większa szansa, że trafisz do większej grupy.
Marcin Wilkowski
Ale jak chcę pisać o znaczkach, to nie interesuje mnie, żeby czytali to przypadkowi ludzie.
Karol Stryja
Ciebie nie, ale kiedyś była doceniana ta dociekliwość. A teraz?
Marcin Wilkowski
To nie jest tak, że wszystkie redakcje muszą mieć clickbaity.
Karol Stryja
Drodzy Państwo, w notatkach do tego odcinka przekażemy Wam listę portali, które nie walczą o atencję. Mój na przykład. Polecamy: Humanistyka.dev. Dziękuję bardzo, dobranoc.
