Rachunek zysków i strat

Jesień. Zmusza do bilansu. Natura bez sentymentów pozbywa się tego, co zbędne, by przetrwać zimę i odrodzić się na nowo. My, chyba też powinniśmy zrobić taki rachunek. Co zyskaliśmy, a co straciliśmy, oddając klucze do naszego życia algorytmom?

Jutro w 99 Twarzach AI będziemy rozmawiać o przemijaniu. Ale prawdziwe przemijanie nie dotyczy tylko liści czy ludzkiego życia. Na naszych oczach przemija cały paradygmat bycia człowiekiem. I to jest nasz bilans otwarcia.

Zachęcam Was do dyskusji – stąd pytania. Ciekaw jestem Waszych doświadczeń?

ZYSK: Wszechmoc. STRATA: Siła.

Obiecano nam boskie moce. Szybkość, efektywność, wszechwiedzę na wyciągnięcie kciuka. Każde zadanie jest prostsze, każda informacja dostępna w sekundę, każda usługa zoptymalizowana do granic możliwości. Zyskaliśmy turbodoładowanie.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy: straciliśmy coś znacznie cenniejszego – wysiłek. Mięśnie nie rosną od oglądania treningów na YouTubie. Charakter nie kształtuje się od wybierania gotowych odpowiedzi. Siłę buduje się przez pokonywanie oporu, a my systematycznie eliminujemy każdy opór z naszego życia. Delegujemy myślenie, planowanie, a nawet najprostsze decyzje. Stajemy się wydajnymi, ale kruchymi awatarami samych siebie.

Pytanie dla Ciebie: Jaka jedna umiejętność, która kiedyś wymagała od Ciebie realnego wysiłku (np. nawigacja w nieznanym mieście, zapamiętanie numeru telefonu, odręczne pisanie listu), dzisiaj wydaje Ci się całkowicie zbędna? Co straciłeś razem z nią?

ZYSK: Wygoda. STRATA: Rytuał.

Agenci AI, inteligentne domy, automatyzacja wszystkiego. Obietnica jest prosta: „Nie rób tego sam, my zrobimy to za Ciebie”. Zyskujemy komfort i uwolnienie od przyziemnych obowiązków. Koniec z nudą, koniec z powtarzalnością.

Ceną jest dusza, którą zabija automatyzacja. Jak kiedyś w jednym swoich felietonów pisał Adam Aduszkiewicz, to właśnie w ascezie, w powtarzalnych, prostych czynnościach, kryje się sens i dyscyplina. Ścielenie łóżka każdego ranka to pierwszy wygrany pojedynek z chaosem. To trochę taki mikrorozwój charakteru. Oddając nasze małe rytuały maszynom, nie zyskujemy czasu na „wyższe cele”. Zyskujemy pustkę i erozję naszej woli. Stajemy się pasażerami we własnym życiu.

Pytanie dla Ciebie: Jaki jest Twój najważniejszy, nie-negocjowalny codzienny rytuał, którego świadomie bronisz przed automatyzacją i dlaczego jest on dla Ciebie tak ważny?

ZYSK: Dostęp. STRATA: Odkrycie.

Każdy z nas nosi w kieszeni Bibliotekę Aleksandryjską pomnożoną przez milion. Możemy cytować badania, których nie czytaliśmy, i powoływać się na filozofów, których nie zrozumieliśmy. Zyskaliśmy iluzję wszechwiedzy.

Jednocześnie tracimy coś, co jest esencją poznania: radość odkrywania. Ten moment, kiedy oblizujesz palec, by przewrócić kartkę starej książki (brzmi jak bym to robił zawsze – wybaczcie, kajam się – dopiero ten smak poznaję, za to idę o zakład, że ludzie pokroju Konrada Banchewicza smakują tak od lat). Zapach kurzu w bibliotece. Bazgroły na serwetce, które stają się mapą myśli (to akurat esencja mojego życia i planu na życie (sic!). Fizyczne zaangażowanie w proces szukania jest tym, co przekuwa informację w wiedzę, a wiedzę w mądrość. Dziś, zamiast polować, jesteśmy karmieni papką. Nasza ciekawość staje się leniwa i powierzchowna.

Pytanie dla Ciebie: Przypomnij sobie ostatnią sytuację, gdy „polowałeś” na jakąś informację w świecie analogowym – w książce, starej gazecie, rozmawiając z kimś twarzą w twarz. Co dało Ci to doświadczenie, czego nigdy nie dałoby Ci pięć sekund z wyszukiwarką?

ZYSK: Czas (w teorii). STRATA: Czas (w praktyce).

To największe oszustwo. Mieliśmy zyskać czas. Czas na relacje, na pasje, na spacer po lesie. Technologia miała być naszym niewolnikiem, który da nam wolność.

Rzeczywistość? Badania są bezlitosne. Czas, który „zaoszczędziliśmy”, inwestujemy z powrotem w ekosystem, który nas z niego okrada. Godziny spędzone na scrollowaniu, jałowych dyskusjach (teeeeee, a widziałeś co ten debil powiedział???), na budowaniu cyfrowego ego. Czas miał być zyskiem, a stał się walutą, którą płacimy za darmowe usługi i treści wątpliwej jakości. Przyspieszyliśmy wszystko dookoła, by na końcu odkryć, że nie mamy czasu na to, co najważniejsze. A nasze życie przemija w rytmie powiadomień zamiast w zgodzie z naturą (ehhhhh zaczynam być sentymentalny).

Pytanie dla Ciebie: Jak myślisz, czy technologia i AI pomagają nam lepiej zarządzać czasem w kontekście przemijania, czy raczej tworzą iluzję kontroli, jednocześnie kradnąc naszą najcenniejszą, skończoną walutę – uwagę?

ZYSK: Cyfrowa nieśmiertelność. STRATA: Wartość chwili.

Każde zdjęcie, każdy film, każda ulotna myśl może być zapisana na zawsze w chmurze. Budujemy perfekcyjne, cyfrowe archiwum naszego życia (używamy do tego filtrów – sic!), do których możemy wrócić w każdej chwili. Nic nie zostanie zapomniane. Zyskaliśmy wieczne archiwum.

Ale ceną za tę cyfrową nieśmiertelność jest śmierć chwili obecnej. Zamiast przeżywać zachód słońca, kadrujemy go. Zamiast słuchać koncertu, nagrywamy go. Przestajemy w nim być. Nasze wspomnienia, kiedyś intymne, subiektywne i przechowywane w naszych głowach, stają się zewnętrznymi plikami danych.

Pytanie dla Ciebie: Pomyśl o jednym, ważnym wspomnieniu, którego celowo nie sfotografowałeś. A teraz pomyśl o innym, które masz udokumentowane w setkach zdjęć. Które z nich jest w Twojej głowie bardziej żywe i autentyczne?

ZYSK: Kreacja bezgranic. STRATA: Rzemiosło.

Wszyscy możemy być twórcami. AI napisze za ciebie tekst, wygeneruje obraz w dowolnym stylu, skomponuje muzykę. Zniknęły bariery warsztatu, lat nauki i drogiego sprzętu.

Jednocześnie zabijamy rzemiosło. Proces. Setki godzin walki z materią, ślad dłoni rzeźbiarza na glinie i charakter pisma w odręcznym liście. AI tworzy rzeczy technicznie doskonałe, ale często sterylne.

Pytanie dla Ciebie: Przypomnij sobie rzecz, którą stworzyłeś własnymi rękami i z której jesteś dumny. Ile z tej dumy wynika z samego efektu, a ile z pokonanego oporu, ze zmęczenia, z procesu dochodzenia do celu?

Dwa Światy, jeden bilans

Na koniec spójrzmy na to z perspektywy pokoleń, bo to dwa różne bilanse.

My, 60-latkowie (ale cały czas w sercu ludzie po trzydziestce), jesteśmy pokoleniem imigrantów. Pamiętamy świat „przed”. Nasza strata jest namacalna – tęsknimy za analogową nudą, za spotkaniami bez smartfonów, za koncentracją. Dla nas technologia to potężne, ale i niebezpieczne narzędzie, z którego uczymy się korzystać, płacąc nostalgią.

Pokolenie Z – nie stracili świata, którego nie znali. Ich strata jest inna, bardziej wewnętrzna. Tracą prywatność, walczą o zdrowie psychiczne w starciu z algorytmami i próbują odnaleźć autentyczność w świecie awatarów – nie wiedząc co stracili. Ich walka nie toczy się o powrót do przeszłości, ale o przetrwanie i zbudowanie sensu w rzeczywistości, która jest im dana.

Rachunek zysków i strat nie jest zamknięty. Ale jesień uczy jednego: to, co nie ma silnych korzeni, nie przetrwa zimy. Pytanie brzmi: które z naszych ludzkich cech właśnie teraz wzmacniamy, a które bezpowrotnie oddajemy maszynom?